Passion: Miłego dnia wszystkim życzę!!! Martita: Witam wszystkich gości i zapraszam do rejestrowania się lub logowania :690: LadyW: !!!!!!!!! Hop Hop !!!!!!!!!! Ashram: WESOŁYCH ŚWIĄT !!! kwiatek12-28: avoid witaj na forum ;*



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 19 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
  Widok do druku

Opowieść nienarodzonego dziecka
Autor Wiadomość
PostWysłany: 27 Sty 2009, 10:29 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 27 Kwi 2008, 09:39
Posty: 14732
Imię: Monika
Długie, ale warto przeczytać :)
Cytuj:
Zastanawiasz się, co czuje twoje dziecko podczas całej ciąży? Oto relacja z samego centrum wydarzeń, opowiedziana przez smyka skrytego w łonie mamy.

Zaczęło się tak: tata przez całe popołudnie coś tam w kuchni pichcił. Chińszczyzna to jego danie popisowe. Mama zapaliła świece – wiadomo, żeby zrobić nastrój. Puścili sobie fajną muzyczkę, zjedli i... dalej to ja już niestety nie wiem, co było, bo musiałem walczyć o "swój kawałek podłogi".

Zrobiło się strasznie ciasno, co sekundę dokwaterowywali nam trzy tysiące nowych plemników. Normalnie nie było czym oddychać! Na dodatek każdy się wiercił. Atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca. Nie pamiętam, kto krzyknął "naprzód!". Ruszyliśmy...

1. miesiąc - wielki wyścig
Wystrzeliliśmy jak z procy. To była prawdziwa walka na śmierć i życie. Musiałem pokonać prawie półmetrowe, zwinięte nasieniowody. Potem cewka moczowa, a dalej... Kochani, dalej to był inny świat. Pochwa, macica, jajowody. Lecieliśmy wszyscy na złamanie karku. Peleton wciąż przyspieszał. Najsłabsi odpadali. Na ostatniej prostej z 400 milionów zostało nas tylko kilka tysięcy, większość wyczerpana. I wtedy ją ujrzałem: gigantyczną kulę o średnicy 0,2 milimetra. Komórka jajowa. Piękna. Nie miałem wątpliwości – przede mną meta. Nie było łatwo się do niej dostać. Resztką sił odpaliłem swoją enzymatyczną piłę łańcuchową, rozciąłem otoczkę i wcisnąłem się do środka. Ha! Wszyscy próbowali, ale udało się właśnie mnie. Drugiego miejsca nie przyznano, bo w tej konkurencji zwycięzca bierze wszystko! Wyścig był naprawdę morderczy, po drodze zgubiłem mój ogonek, ale coś mi mówi, że było warto...

2. miesiąc - jak samotna rybka
Wiecie co? Nie jestem już przystojnym plemnikiem. Przypominam galaretkę. Albo kijankę. Czy może rybkę? Dziś, bo jutro mogę przypominać coś całkiem innego. Wszystko zmienia się z sekundy na sekundę. Wyrosły mi ramionka i nóżki z paluszkami. Po bokach głowy mam dwie ciemne plamki i dwie dziurki. To chyba będą oczy i uszy. Nie chwaląc się, mam już kilka osiągnięć. Udało mi się odczepić od ściany macicy i znów mogę się poruszać. Wprawdzie nie tak szybko jak we wczesnej młodości, ale jest nieźle. Próbuję otwierać buzię (choć na razie nie jestem w tym mistrzem). Za to wczoraj dokonałem wiekopomnego odkrycia: mam serduszko! Malutkie jak ziarenko maku, a bije jak oszalałe. Prawdziwa rewolucja dzieje się w środku mojego ciała. Mam kręgosłup i żebra grubości włosa. Rosną mi płuca, wątroba, nerki, mózg. Wszystko naraz. To strasznie męczące. Najgorsze, że odwalam całą robotę i nie mogę nawet liczyć na pomoc. Zresztą, czy ktoś w ogóle wie o moim istnieniu? Hej, hej! To ja! Tu jestem!

3. miesiąc - tato, mamo, to ja!
Mama już wie. Postarałem się o to. Wykorzystałem cały wachlarz możliwości: mdłości, huśtawkę nastrojów, senność, wrażliwość na zapachy, trądzik, zachcianki... W końcu cel uświęca środki, prawda? OK, może trochę przesadziłem, ale trzeba dziewczynę przywołać do porządku. W końcu będzie moją mamą. Musi o siebie dbać. Moja strategia przyniosła efekty. Mama już nie pali i dużo wypoczywa. Przestała wysiadywać po nocach przed komputerem. Ulżyło mi. Godzinami byłem ściśnięty jak sardynka. Kobieto! Ja mam już prawie sześć centymetrów i potrzebuję przestrzeni! Zaczynam przypominać człowieka. Mam już wszystko, co trzeba. Nawet powieki i paznokcie. Tylko głowa jakaś taka za duża. Za to twarz – poezja. Wyraźna szczęka, podbródek, całkiem fajna górna warga. Nosa jeszcze brak, są tylko dziurki. Ale ze mnie przystojniak. Mama jeszcze nie wie, ale wam zdradzę już ten sekret: jestem chłopcem. Wyrosły mi jądra i malutki penis (co jak co, ale ten to na pewno jeszcze urośnie!).

4. miesiąc - zaczynam trening
Powoli oswajam się z sytuacją. Mam tu ciepło i cicho. Miejsca sporo, więc fikam, ile mogę. I zacząłem ssać palec. Drobiazg, a cieszy. Czasem łyknę sobie trochę tego płynu, w którym pływam. Słodki. No więc piję, siusiam... i tak to się kręci. Cały pokryłem się miękkim meszkiem. Mam brwi. A jak za długo kopię, to zaczynam się pocić. Dziwne, nie? Przerzucam się wtedy na spokojne ćwiczenia oddechowe. Człowiek nigdy nie wie, co może się w życiu przydać. A propos ćwiczeń. Nauczyłem się wydymać policzki i marszczyć czoło. Czuję, że w robieniu min jestem bezkonkurencyjny. I mam taki śmieszny, zadarty nosek. Martwi mnie tylko, że staję się coraz bardziej wrażliwy. Wystarczy najlżejsze muśnięcie pępowiny, a cały aż staję na baczność. Takie przygody zakłócają mi drzemkę, a dopiero odkryłem jej uroki. Domyślam się, skąd ta nadwrażliwość. Co minutę w mózgu tworzy mi się aż 250 tysięcy nowych komórek nerwowych. Coraz wyraźniej dociera do mnie, jaki jestem unikalny. Jedyny na świecie. Mam już nawet linie papilarne. Tylko czy komuś potrzebne są moje odciski palców?

5. miesiąc - kopię, kopię!
Udało mi się nawiązać kontakt z mamą! Hura! Zaczynałem już wątpić, że to możliwe. Kopałem, kopałem i nic. Aż któregoś dnia źle wyliczyłem zakręt i z całym impetem moich 30 deko uderzyłem w ścianę macicy. I wtedy mama... poklepała się w to miejsce. Odpuknąłem jej. A ona się rozpłakała! Normalnie mnie zamurowało. Ach, te kobiety... Od tamtej pory coś się między nami zmieniło. Zaczęła do mnie mówić! Nazywa mnie swoim Groszkiem. Często mnie głaszcze. A ja to uwielbiam! Do tej pory słyszałem tylko bulgotania z brzucha mamy. Teraz stopniowo zaczyna do mnie docierać coraz więcej dźwięków. Najmilszy jest głos mamy. Taki ciepły... Słów wprawdzie jeszcze nie rozumiem, ale wyczuwam, kiedy mówi do mnie, a kiedy do taty. Nie znoszę, jak się kłócą. Oboje wtedy krzyczą. Najchętniej gdzieś bym się schował, ale gdzie? Kulę się w sobie i czekam, aż im przejdzie. Na szczęście zawsze się godzą. A jak się przytulają, to robi mi się tak błogo jak w niebie. Wczoraj byliśmy wszyscy u miłego pana doktora. Zdaje się, że próbowali mnie podejrzeć.
6. miesiąc - ups, był wypadek
Nie spodziewałem się takich przeżyć. Jakiś czas temu zacząłem obrastać w tłuszczyk. Ważyłem już prawie kilogram. Nauczyłem się robić nóżkami rowerek i trącać pępowinę. Czułem się pewnie i to chyba uśpiło moją czujność... Mama wymyśliła malowanie pokoju "dla dzidziusia". To się chyba nazywa syndrom wicia gniazda czy jakoś tak. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pozwoliła wykazać się tacie. Ale ona oczywiście sama musiała wszystkiego dopilnować. Weszła na drabinę, poślizgnęła się i spadła. A ja razem z nią. Nieźle mną huknęło. Na moment mnie zamroczyło. Potem zrobiło mi się zimno i nie mogłem się poruszać. Tata od razu zawiózł nas do szpitala. Po drodze złamał chyba wszystkie przepisy. Szkoda mi ich było. Mało nie oszaleli z rozpaczy. Na szczęście w porę trafiliśmy w fachowe ręce. Uff... Wszystko dobrze się skończyło. Teraz mama musi się oszczędzać. Chyba się nieźle wystraszyła, bo ciągle leżymy na kanapie i gadamy przez telefon. To znaczy ona gada, a ja słucham. Tylko dzisiaj zrelacjonowała naszą przygodę dwanaście razy. Ostatecznie wolę jednak to niż sporty ekstremalne. Aha! Z nowości: już dwa razy dostałem czkawki.

7. miesiąc - zatańcz ze mną...
W końcu udało mi się otworzyć oczy. Wprawdzie wokół półmrok i widoki mizerne, ale mruganie bardzo mi się podoba. Przy okazji okazało się, że mam całkiem fajne rzęsy. Od czasu do czasu razi mnie silne światło. Obliczyłem, że ważę około 1300 gramów. Od czubka głowy do stóp mam 40 centymetrów. Tyle że nie mogę się już wyprostować. O fikaniu koziołków można zapomnieć. Jedyny sport, jaki uprawiam, to przeciąganie się. Też niezłe. ň propos przyjemności. Uwielbiamy sobie z mamą dogadzać. Lubię ciepłą kąpiel i muzykę. Nie, nie poważną. Mama próbowała mnie namówić na Mozarta. Nie wiedziałem, co jest grane: przecież zawsze słuchała rocka! Na szczęście długo nie wytrzymała. Teraz słuchamy dużo spokojnych, optymistycznych kawałków. Albo nawet tańczymy. Ach, co to musi być za kobieta! Oddałbym pół pępowiny za to, żeby choć przez chwilę ją zobaczyć. Czasami mi się śni, że się do niej przytulam, tak z zewnątrz. I jest mi wtedy tak dobrze...

8. miesiąc - jestem wielki!
Uff, co za ciasnota. Przekręciłem się głową w dół i teraz nie mogę się ruszyć ani w tę, ani w tę. Muszę wyglądać dziwnie. Ręce i nogi skrzyżowane, kolana pod brodą, a broda przyciśnięta do klatki piersiowej. Coraz mniej mi się to podoba.
Na dodatek ktoś cały czas do mnie puka. Proszę państwa! Ja wszystko rozumiem. Każdy chce dotknąć brzucha na szczęście. Ale co byście powiedzieli, gdyby ktoś wam cały czas tak walił w ściany? Postanowiłem ignorować te zaczepki. Udaję, że mnie nie ma. No, chyba że to mama albo tata. Ich puknięcia rozpoznaję od razu. Śmieszy mnie, jak tata łapie mnie za kolano i podekscytowany wykrzykuje: "Łokieć! Łokieć!". Szczerze wam powiem, że jest już za co złapać. Zrobiłem się pulchny (codziennie przybieram 10 gramów), a tu i tam pojawiły się nawet małe dołeczki. Skóra też coraz ładniejsza. Cud, nie dziecko. Od czasu do czasu odzywa się we mnie taka jakaś tęsknota. Mam wrażenie, że coś mnie omija. Z czego mama się śmieje? Czego babcia nie może się doczekać? Dlaczego pan doktor próbował niedawno dotknąć mojej głowy?

9. miesiąc - atakuję z główki
Wkrótce wydarzy się coś wielkiego. Skąd to wiem? Po prostu czuję i już. Jestem coraz większy (ważę jakieś trzy kilo, mierzę 50 centymetrów) i myślę, że warunki, w jakich się muszę męczyć, to prawdziwy skandal. Mama też chyba w nie najlepszej formie. Głównie stęka. Też bym sobie postękał, ale nie umiem. Mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nic nowego mi nie wyrasta. Nic się nie powiększa. Łykam, siusiam, śpię. Chociaż... właśnie coś się ruszyło. Ludzie! Woda mi ucieka! W czym będę pływał? Mama chyba doceniła powagę sytuacji. Dzwoni po tatę: "Kochanie, rodzimy!". Nie ma sprawy, ze mną jak z dzieckiem. Możemy rodzić. Wszystko wokół zaczyna falować. Coraz częściej i coraz mocniej. Mój własny domek się wokół mnie zaciska, wypycha mnie, a ja nawet nie mam się czego przytrzymać. Ej, chwila, tylko bez takich numerów! Walczyć czy uciekać? Oczywiście, że walczyć! Tylko jak?! Czym?! Wiem, zaatakuję teraz z główki. Wezmę rozpęd i... aaaaaa!!! Jejku... Ale numer. Jak pragnę zdrowia! Zdaje się, że właśnie przyszedłem na świat.


Poczytaj mi, mamo
Nienarodzony maluszek zaczyna słyszeć już w piątym miesiącu ciąży. O tym, że lubi słuchać bajek i rymowanek, świadczą wyniki badań naukowych. Zespół francuskich i amerykańskich uczonych przeprowadził ciekawy eksperyment. Poproszono grupę ciężarnych, by w ciągu dnia głośno powtarzały swoim dzieciom w brzuchu wybrane wierszyki. Przyszłe mamy robiły to w okresie między 33. a 37. tygodniem ciąży. Potem, w 38. tygodniu (a więc jeszcze przed narodzinami dziecka), w trakcie badania KTG okazało się, że serca wszystkich maluchów zmieniają rytm wtedy, gdy mama powtarza znany im wierszyk!


źródło: polki.pl

_________________
Asieńko, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 27 Sty 2009, 10:59 
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 07 Maj 2008, 15:42
Posty: 8062
Ładnie napisane, ee znowu coś sobie pomyślałam :oops:

_________________
Image


Góra
 Profil  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 27 Sty 2009, 15:16 
Uzależniony od NB
Uzależniony od NB
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 24 Lip 2008, 13:24
Posty: 5952
oj... ;)

_________________
Wierzę w moje sny...

...przyjdzie taki dzień, wszystko, czego pragnę spełni się. ;-)


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 27 Sty 2009, 15:22 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 28 Kwi 2008, 20:41
Posty: 8534
Miejscowość: Warszawa
Imię: Olga
:zakochany: :zakochany: :zakochany: :zakochany:

_________________
ImageImage


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 27 Sty 2009, 18:31 
Ekspert
Ekspert
Offline

Dołączenie: 16 Wrz 2008, 18:07
Posty: 4133
Imię: Alex
ślicznie ujete :D


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 27 Sty 2009, 19:14 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Offline

Dołączenie: 27 Kwi 2008, 14:18
Posty: 12096
:zakochany: :zakochany: i jak fajnieeeeeeeeeee napisane :zakochany:


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 28 Sty 2009, 03:48 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 29 Kwi 2008, 12:00
Posty: 11417
Miejscowość: z daleka ;)
hhmmm fajne


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 29 Sty 2009, 14:30 
Ekspert
Ekspert
Offline

Dołączenie: 16 Wrz 2008, 18:07
Posty: 4133
Imię: Alex
Nie wiem czy to tutaj pasuje wiec prosze o umieszczenie tego gdzie bedzie to odpowiednie :D

26.01 | Felieton
Matka wariatka?


Pewna kobieta wymyśliła sobie, że będzie w przyszłości idealną mamą. Przecież to takie łatwe. Wystarczy nie być jak jej własna matka. Wystarczy kochać. Wystarczy trochę poczytać. I już. Żadnych klapsów, żadnego zdenerwowania. Ekologiczne jedzenie, najlepsze proszki do prania, karmienie piersią do późnych miesięcy. I oczywiście żadnych smoczków! Co to - to nie! Poznaj przepis na szaleństwo...

Myślała sobie przy tym że, będzie wzorową żoną. Będzie o siebie dbać. Będzie dbać o dom, o męża. Rzecz jasna po pewnym czasie, kiedy dziecko pójdzie już do przedszkola, wróci do swojej kariery. A, że będzie matką idealną - to łatwo pogodzi pracę z obowiązkami domowymi.

Zachwycona nadchodzącą perspektywą bycia idealną matką, zaczęła oddawać się lekturze fachowej literatury. Skrupulatnie zaznaczała w książkach fragmenty, które należało zapamiętać – bo idealna matka o takich rzeczach musi pamiętać. Przed porodem, relaksując się przy klasycznej muzyce – to też z poradnika dla idealnych matek – wyobrażała siebie z niemowlęciem w ramionach i z księciem z bajki u boku.

Upragnione dzieciątko przywitało swą mamę krzykiem wniebogłosy. Młoda mama się tylko uśmiechnęła, choć wykończona porodem marzyła o jednym – świętym spokoju. Łagodnie utuliła krzykacza i przystawiła do piersi. Nie zraziła się, kiedy mleko nie chciało lecieć, a malec nie mógł prawidłowo chwycić piersi. Wciąż z uśmiechem na ustach głaskała niemowlaka i przemawiała do niego słodko. Książę z bajki, najwyraźniej zbyt zmęczony udziałem przy narodzinach dziecka, udał się na spoczynek do swojego wysprzątanego przez żonę mieszkania. Po kilku dobach, kiedy mama i mały (wciąż przeraźliwie wrzeszcząc 24 godziny na dobę) zostali przywiezieni do domu, odetchnęła. Na chwilę.

Pieluchy, karmienie, pranie, karmienie, prasowanie, karmienie, pieluchy, karmienie, gotowanie obiadu, spacerek, karmienie, sprzątanie, karmienie, kąpiel, karmienie…

Prawidłowe żywienie, by nie było kolek, dużo na świeżym powietrzu, by nabrać odporności, karmić jak najdłużej, choć piersi stały się obcym ciałem, jakimiś dziwnym tworem, przyczepionymi do własnej klatki piersiowej, bolące, wstrętne i nabrzmiałe. Lulanie w nieskończoność, bo niemowlę nie przestaje krzyczeć. Smoczek – nie, przecież to jest niezdrowe! Wprowadzanie posiłków stałych, tylko żywność sprawdzona i z ekologicznych upraw, gotowana na parze, broń Boże słoiczki. Makijaż poranny, ładna bluzeczka, pranie, prasowanie, wizyta na szczepieniach, zakupy na obiad, sprzątanie, dziecko musi przebywać w czystym pomieszczeniu. Makijaż? Ale po co? Ach tak, obiecała sobie, że będzie o siebie dbać. Cienie, tusz, pomadka… Włosy? Odrosty? Dopiero zauważyła. Jak to się stało, że doprowadziła się do kilkucentymetrowych odrostów? Ach, przecież od kilkunastu tygodni nie patrzyła na siebie w lustro. Nie było ani czasu, ani chęci. Karmienie, przewijanie, karmienie, sprzątanie, karmienie, czytanie bajeczek, karmienie, noszenie na raczkach, karmienie, gotowanie, karmienie…

Gdy siedziała w fotelu w zakładzie fryzjerskim, strasznie się denerwowała. Nie, nie tym, co wyprawiał fryzjer na jej głowie i nie kolorem farby. Martwiła się, jak oni sobie poradzą przez te dwie godziny jej nieobecności w domu. Nie pozwoliwszy mistrzowi sztuki fryzjerskiej na wymodelowanie włosów, pognała do domu. Książę z bajki, nawet nie zauważył zmiany w jej wyglądzie. Biegał z maluchem na rękach, wciskając mu smoczek do buzi. Tak, tak, smoczek, słoiczki, pampersy, bajki animowane w telewizji – pozwoliła sobie na to, choć wcześniej nie wyobrażała sobie tego.
Spokojna, łagodna, zadbana, teraz była nerwowa, pokrzykiwała na swojego księcia, beształa siebie za to, że nie potrafi być matką idealną dla swojego ukochanego dziecka. Nie potrafi być spokojną mamusią, piękną zadbaną i atrakcyjną kobietą dla swojego księcia, spełnioną i wypoczętą kobietą. Jedyne czego tak naprawdę pragnęła, to usiąść na środku pokoju albo kuchni i zacząć krzyczeć, tak samo jak jej nowo narodzone niemowlę krzyczało tuż po urodzeniu.

Mijały lata. Dziecko rosło. Zaczęło chodzić do przedszkola. Pomyślała sobie, że czas najwyższy zająć się karierą. W końcu kiedyś była niezłą specjalistką od aranżacji wnętrz. Całe szczęście, że firma, w której pracowała przed porodem, wciąż czekała na jej powrót. Oczywiście, będzie nadal idealną matką, będzie też kobietą spełnioną, wyluzuje trochę i będzie miała większe chęci, by być idealną żoną.

Życie zawodowe nabrało rozpędu. Od pierwszego dnia klienci, spotkania, rozmowy, planowanie, propozycje, oferty. Po raz pierwszy od trzech lat poczuła się inaczej, lepiej, radośniej… Lecz, kiedy dostała telefon z przedszkola, że musi odebrać gorączkujące dziecko, szef pokręcił nosem i zasugerował, by dokonała wyboru: praca albo bieganie do przedszkola.

Idealna matka, idealna pracownica, idealna żona? Tego chciała. A co ma? Jest idealną wariatką.


Maria Krajniewska


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 29 Sty 2009, 22:08 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Offline

Dołączenie: 28 Kwi 2008, 14:45
Posty: 11469
Monika napisał(a):
Długie, ale warto przeczytać :)

Strasznie mi się to spodobało :zakochany: :zakochany:
ajjj... ostatnio miałam na wykładach dużo szczegółów dotyczących przebiegu ciąży... i sobie to wszystko teraz wyobraziłam :zakochany:


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 30 Sty 2009, 16:58 
Gaduła
Gaduła
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 01 Lip 2008, 21:45
Posty: 1267
Imię: Magdalena
Pierwszy artykuł piękny, aż mi się łezka w oku zakręciła, al jak już przeczytałam, to co napisała alex to mi się wszystkiego odechciało...


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 31 Sty 2009, 11:52 
Ekspert
Ekspert
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 30 Kwi 2008, 20:32
Posty: 4178
Miejscowość: M...
Imię: Monika
oba super napisane ;-)

_________________
Jak kiedys spotkam Amora, to ten jego Luk wsadze mu w d...e
Image


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 02 Lut 2009, 11:22 
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 27 Kwi 2008, 13:39
Posty: 10821
Imię: Margaretka
Opowieść dziecka :serduszka: :serduszka: :serduszka:

W tekście który zapodała alex trochę przesadzone to jest... Chociaż zależy jak kto sobie radzi. Ja takich problemów nie miałam. Był czas i na makijaż i na prasowanie pieluch...

_________________
[*] Mikoll


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 02 Lut 2009, 11:30 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Offline

Dołączenie: 27 Kwi 2008, 14:18
Posty: 12096
alex to racja ;)

Passion moze nie calkiem przesadzone,ale to zalezy od kobiety :-? znam osoby ktore przy dziecku maja syf w domu bo jak twierdza nie maja czasu lub to jest bez sensu jak i tak bedzie za chwilke to samo.
Ja np.lubie sprzatac i nawest teraz kilka razy dziennie musze odkurzac,ale co do malowania to mi sie nie chcialo,czesciej chodzilam w dresach.bo bylo wygodniej dopiero teraz zaczelam cos dla siebie robic :?


Wprowadzanie posiłków stałych, tylko żywność sprawdzona i z ekologicznych upraw, gotowana na parze, broń Boże słoiczki.

tez prawda,bo takze sobie obiecywalam,ze bede gotowac a mi sie nie chcialo..latwiej bylo kupic sloiczek i podgrzac ;-)


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 12 Lis 2009, 20:01 
Gaduła
Gaduła
Awatar użytkownika
Offline

Dołączenie: 01 Lip 2008, 21:45
Posty: 1267
Imię: Magdalena
W brzuszku mamy rozmawiają ze sobą bliźnięta:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to, co będzie potem.
- Głupoty opowiadasz. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jakby miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, jeść buzią...
- No przecież to nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina!
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona będzie się o nas troszczyć...
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później...


Góra
 Profil E-mail  
 

Re: Opowieść nienarodzonego dziecka
PostWysłany: 14 Lis 2009, 12:42 
Totalny Maniak NB
Totalny Maniak NB
Offline

Dołączenie: 28 Kwi 2008, 14:45
Posty: 11469
Śliczne :zakochany: :zakochany:


Góra
 Profil E-mail  
 

Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 19 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum

Skocz do:  
Kobiece Strony
kosmetyka, uroda, zdrowie
Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy!
Katalog Stron www
Katalog Stron WWW
nieruchomosci Bydgoszcz
Wesele Dla Ciebie
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group ::