|

Grząski temat
Oj, i to jak grząski.
Będzie dzisiaj o kościele. A są tacy, co na sam dźwięk tego słowa reaguję alergicznie. Są i tacy, co wręcz przeciwnie. A nawet więcej – będzie o tzw. kursie przeciw... pardon, przedmałżeńskim.
Kursy takie powszechnie owiane są legendą. Słyszy się historie, nieraz i prawdziwe, jakoby księża i przeciekawi ludzi z ogólnie nieszanowanej instytucji pod tytułem „poradnia rodzinna”, opowiadali podczas owych kursów o tym, że 50% używanych prezerwatyw pozostaje wewnątrz kobiety i powoduje zator, ale za to przy piątym dziecku Bóg zsyła mieszkanie.
My trochę na odwrót – poznaliśmy się w kościele i choć, już jako para, mieliśmy taki całkiem długi okres, kiedy pogniewaliśmy się na kościół śmiertelnie i jego progu nie przestąpiliśmy przez długie miesiące, to mimo wszystko sporo Bóg i wiara dla nas znaczą. Pogniewanie nam przeszło, bywamy regularnie, zwykle razem.
W związku z powyższym, na kurs przeciw... ach, znowu. Chciałam powiedzieć: PRZEDmałżeński, wyruszyliśmy z nastawieniem raczej pokojowym, choć i, nie ukrywajmy, z odrobinę sarkastycznymi uśmieszkami na twarzy.
I nie, wbrew oczekiwaniom co po niektórych, nie napiszę, że srogo się zawiedliśmy i było okropnie. Było mądrze, ciekawie, a w dodatku, co przecież też ważne – krótko, rzeczowo i na temat. Młody ksiądz mówił o rzeczach ważnych, nie przyjmował ani przez chwilę mentorskiego czy kaznodziejskiego tonu i nie udawał, że w dziedzinie związków małżeńskich należy do ekspertów. Zaprosił za to prelegentów w postaci kilku małżeństw w różnym wieku ( w tym młodych małżonków oczekujących pierwszego dziecka, rodziców sześciorga pociech i sympatycznych dziadków o stażu... 67 lat małżeństwa), które już za takich ekspertów uważać się mogą.
Fakt faktem – inaczej historia wygląda, jeśli chodzi o pana z poradni rodzinnej. Starszy ów jegomość zaczął swoje wystąpienie od zagrzmienia, że seks nie jest integralną częścią małżeństwa. Połowa słuchających zareagowała kaszlem, dyskretnie skrywającym nagły atak śmiechu, pozostali zaś – wyrazem bólu na twarzy, który zapewne miał okazywać współczucie dla pana, który taki pogląd wygłosił.
Strasznych głupot od niego nie usłyszeliśmy. Po prostu wyjątkowo przynudzał.
Nympha
|